środa, 21 grudnia 2016

Nowe nie zawsze straszne

  Zaprosił mnie do grupowej konwersacji. Nie czułem się tam swojo. Rzadko kiedy się udzielałem, ale pamiętam ten jeden moment. Napisałem, że jestem głodny, wtedy On napisał do mnie na prywatnym, że zrobi mi naleśniki. To było takie kochane.
  Zaczęliśmy pisać, dośc dużo, aczkolwiek na początku tematy nawiązywały do tamtego znajomego. Pytałem się go czy tamtemu spodoba się ten rysunek, co lubi. Takie duperele.
  Z ów osobnikiem, jeszcze bardziej się zbliżyłem niż s pierwszym. To On poznawał moje tajemnice, pomagał mi ze strachem przed lekarzami, moimi problemami zdrowotnymi, anoreksją. Otworzyłem sie przed nim i wyjawiłem swoje tajemnice. Jemu jako pierwszemu zależało na mnie. Wiedział czego się boje, co lubię, co mnie bawi, jak mnie pocieszyć. Znał moje problemy psychiczne, on zaś szedł na psychologię. Miał 16 lat, nadal ma.
  Zdawałem sobie sprawę jakie to musi być straszne, zadawać się z możliwie przyszłym samobójcą, już po paru próbach. Nie jest to przyjemne słuchać, jak bliska Ci osoba się głoduje. Miałem taką osobę, a następnie ja się nią stałem w jego oczach. Nie chciałem by miał mnie za nieudacznika, debila, choć wiedziałem, że nim byłem. Słyszałem same miłe słowa i zaprzeczenia. ,,Nie jesteś debilem''. Takie durne coś, a jak pomaga. Miałem, nadal mam pozostałości tendencji do obwiniania siebie.
  Starałem się mu pomóc jak umiałem, chciałem się o nim wszystkiego dowiedzieć. Uszczęśliwić go. Był tajemnicą. Mówił o sobie, ale wolał słuchać mnie. Nie chciałem wieszać się na nim. Też mu chciałem pomóc.
Dzieliły nas kilometry, ale to nie pokonało mojego zakochania się w nim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz