Były to wakacje. Nie znam dnia, czy godziny. Poznałem cudowną osóbkę przez internet, z którą nawiązałem bliskie relacje. Zacząłem się jej zwierzać. Ufałem mu. Pomagał mi, prawił komplementy. Była to pierwsza taka osoba, którą znałem. Nie śmiała się ze mnie, ani z mych słów.
Nie pamiętam swojego internetowego życia sprzed poznania go. Naprawdę. Żadnych internetowych znajomych, grup do jakich dołączyłem. Nothing.
Dość szybko się do niego przywiązałem. Byłem bardzo naiwny i łatwowierny. Ale kto by nie zaufał osobie, która pisze do Ciebie t a k i e słowa i składnie zdaniowe. Zacząłem się uśmiechać. Przestałem być rakiem. Zauroczyłem się pierwszy raz w życiu.
Naszą znajomość zakończyliśmy, gdy nastąpiła moja ostatnia i decydująca kłótnia z jego przyjacielem, a moją wówczas miłością. Wtedy odkryłem swoją orientacje.
Odbyło się bez pożegnania. Po prostu przestaliśmy do siebie pisać. Nie tęsknie. Nie mam za czym. Zwykłe zauroczenie minęło, gdy przedstawił mi swojego znajomego. Już się wtedy mu tak nie zwierzałem. Nowy stał się ważniejszy.
Jemu powierzyłem swoje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz